Czego potrzebujesz, czego chcesz?

Grudzień 29th, 2012 § 0 comments § permalink

 Jest zasadnicza różnica między naszymi finansowymi potrzebami a naszymi pragnieniami. Jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy, działamy dużo bardziej chaotycznie.

Otóż do życia potrzebujemy tylko kilku podstawowych rzeczy – kawałka własnej przestrzeni, jedzenia, wody, świeżego powietrza, itp. To oczywiście wersja najbardziej zredukowana, którą każdy mógłby rozszerzyć o parę ważnych dla niego dodatków. W każdym razie, jeśli te podstawowe potrzeby nie są zaspokojone, czeka nas nic innego jak śmierć.

Cała reszta to nasze pragnienia. I tu zaczynają się prawdziwe problemy z finansami osobistymi. Dlaczego?

Po pierwsze – dlatego, że nie wiemy, czego chcemy. A jak mówi mądre powiedzenie – jeśli nie wiesz dokąd idziesz, na pewno tam nie dojdziesz. Dla naszych finansów taki stan zawieszenia i niepewności nie jest niestety najkorzystniejszy. Częściej ponosimy wydatki, których nie potrzebujemy. Działamy chaotycznie i powierzchownie, bo wciąż mamy wrażenie, że to jeszcze nie to.

Po drugie – dlatego, że chcemy zbyt dużo. Wejście w ten stan nie jest specjalnie trudne. Do tego typu myślenia nakłania nas konsumpcyjna kultura oparta na rywalizacji, w której żyjemy. Mamy dostęp do praktycznie nieograniczonej ilości dóbr, a wokół nas trwa jakaś tam gonitwa do bogactwa, wygody, luksusu, itp. Łatwo w tej sytuacji dojść do wniosku, że nasze pieniądze są właściwie po to, żeby w tym wszystkim maksymalnie uczestniczyć.

Po trzecie – dlaczego, że nasze pragnienia tak naprawdę nie są nasze. Przejmujemy je od ludzi, na których się wzorujemy. Przejmujemy je z mediów (i to jeszcze jak!). Przejmujemy je z przekazów marketingowych, które otaczają nas w sposób totalny. Tym samym kształtujemy nasze finanse tak, żeby spełnić nie swoje, często bardzo kosztowne, pragnienia. Pracujemy więcej niż byśmy chcieli, żeby je sfinansować. Więcej ryzykujemy. Więcej się stresujemy.

Czy Twoje finanse osobiste odzwierciedlają to, czego naprawdę pragniesz?

Trzy najważniejsze zmienne w inwestycjach

Wrzesień 17th, 2012 § 0 comments § permalink

Organizując nasze inwestycje warto zwrócić uwagę na trzy elementy, które decydują o ich sukcesie lub porażce. Chodzi o czas ich trwania, kwotę na nią przeznaczoną oraz stopę zwrotu. Tak naprawdę tylko te trzy zmienne mają dla nas znaczenie.

Dlaczego? To one są składnikami jednego z największych równań w świecie matematyki finansowej – wzoru na procent składany.

V = V1 x (1 + R)n

Co tu mamy? V to wartość przyszła naszej inwestycji. V1 to wartość obecna, którą mnożymy przez 1 plus R, czyli stopę zwrotu (np. 5%) podniesioną do potęgi n, gdzie n oznacza ilość lat, które oszczędzamy.

Jest to wzór na procent składany dla rocznej kapitalizacji odsetek.

I co dalej?

1. Im większa kwota początkowa (V1), tym więcej możemy zarobić, jeśli osiągniemy dodatnią stopę zwrotu.

2. Im wyższa stopa zwrotu, tym więcej zarobimy na naszym kapitale początkowym.

3. Im dłużej oszczędzamy lub inwestujemy przy dodatniej stopie zwrotu, tym więcej zarobimy.

Co z tego wynika? Na pewno warto zacząć oszczędzać i inwestować jak najszybciej, żeby wydłużyć czas pracy naszych pieniędzy. Warto szukać wysokich stop zwrotu, bo to one napędzają odsetki. Warto też jak najszybciej zwiększać ilość aktywnego kapitału, którym obracamy z zyskiem.

Użyj zdrowego rozsądku, żeby ocenić ryzyko w finansach

Sierpień 29th, 2012 § 0 comments § permalink

Ryzyko to podstawowe pojęcie w świecie finansów oraz biznesu. Na pewnym szczeblu hierarchii w bankach czy firmach inwestycyjnych rozmowy o zarządzaniu ryzykiem są na porządku dziennym. Skoro tak namiętnie zajmują się tym specjaliści, dlaczego jest to pojęcie tak abstrakcyjne dla przeciętnego konsumenta?

Co w praktyce oznacza to, że jakaś inwestycja jest ryzykowna? Jakie są rodzaje ryzyka? Jak możemy to ryzyko ograniczyć?

W bankach czy funduszach inwestycyjnych do oszacowania ryzyka stosuje się zaawansowane algorytmy matematyczne, zatrudnia się fizyków kwantowych oraz drukuje tony raportów. Aż tak dużo jest potrzebne, żeby ludzie decyzyjni mogli kierować instytucjami finansowymi. Cały ten mechanizm jest potrzebny, żeby oszacować ryzyko oraz podjąć kroki niezbędne do jego ograniczenia. To maszyneria do zarządzania ryzykiem.

Czy to znaczy, że przeciętny inwestor nie jest w stanie oszacować ryzyka? Nie do końca. Na pewnym poziomie ogólności ryzyko da się oszacować – to dość zdroworozsądkowe wybory. Możemy się przy nich kierować takimi kryteriami jak ogólnodostępne informacje, opinie specjalistów oraz ważnych instytucji, wiedza historyczna, nasze doświadczenia w świecie finansów, recenzje.

Jeśli ktoś nam obiecuje stałe zyski bez ryzyka w wysokości 15-20% rocznie, w nieskończoność, nie musimy być specjalistami, żeby to zweryfikować. Wystarczy podstawowa, ogólna wiedza o ekonomii (jakie tradycyjne rozwiązania zapewniają takie zwroty z inwestycji?) oraz krytycyzm wobec oferty (czy ktoś robi coś podobnego? czy firma ujawnia metody działania?

Nie trzeba być prawnikiem czy bankierem, żeby zachować sceptycyzm. I trzeźwo ocenić ryzyko. Bez doktoratu z ekonomii. Bez znajomości zaawansowanych technik zarządzania ryzykiem rynkowym czy kredytowym. Wystarczy zdrowy rozsądek, otwarte oczy oraz trochę krytycyzmu.

Dlaczego trzyliterowe domeny są takie drogie?

Sierpień 14th, 2012 § 0 comments § permalink

Jeśli interesujesz się inwestowaniem w domeny internetowe, niewykluczone, że zwróciłeś / zwróciłaś uwagę na zainteresowanie tzw. domenami LLL.com. Niektóre z nich potrafią osiągać ceny liczone w dziesiątkach tysięcy dolarów, mimo że na pierwszy rzut oka nic nie znaczą. Dlaczego tak się dzieje?

Co to jest LLL.com?

LLL.com oznacza domenę składającą się z kombinacji trzech liter, np. uyi.com albo ioo.com. Na giełdach domen i stron internetowych, np. bardzo popularnej flippa.com ceny takich domen potrafią sięgnąć kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

To dość szokujaca cena zważywszy, że rejestracja wolnej domeny to ok. 8-11$. Dlaczego więc inwestorzy lub ostateczni użytkownicy (end-users) wykładają grube tysiące na coś tak nierzeczywistego jak domena. Większość z nich nie ma nawet treści na stronie, nie mówiąc już o innych ważnych parametrach typu PageRank. Co winduje cenę?

Dobro ograniczone

Z domenami LLL.com jest trochę podobnie jak ze złotem. Jest to dobro ograniczone – w sensie, że jest tylko stosunkowo niewielka liczba kombinacji trzech liter (jeszcze mniejsza dwóch) i w ten sposób posiadanie takiej nazwy staje się pożądane.

Złoto czy inne luksusowe kosztowności działają na tej samej zasadzie – chodzi o ograniczenie podaży. Gdy podaż jest niewielka, a popyt duży – cena natychmiast rośnie.

Subdomeny

Trzyliterowe domeny wydają się także ciekawą inwestycją z innego powodu. Ze względu na swoją zwięzłość, firma może pokusić się np. o stworzenie oficjalnej domeny (such as info.uk) i sprzedawanie subdomen użytkownikom jako legalne adresy. Kilka firm oparło swój model biznesowy na dokładnie tej drodze.

To są dwa najważniejsze powody, dla których warto iwnestować w domeny typu LLL.com lub inne dobra (także internetowe) o ograniczonym popycie.