Jest zasadnicza różnica między naszymi finansowymi potrzebami a naszymi pragnieniami. Jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy, działamy dużo bardziej chaotycznie.
Otóż do życia potrzebujemy tylko kilku podstawowych rzeczy – kawałka własnej przestrzeni, jedzenia, wody, świeżego powietrza, itp. To oczywiście wersja najbardziej zredukowana, którą każdy mógłby rozszerzyć o parę ważnych dla niego dodatków. W każdym razie, jeśli te podstawowe potrzeby nie są zaspokojone, czeka nas nic innego jak śmierć.
Cała reszta to nasze pragnienia. I tu zaczynają się prawdziwe problemy z finansami osobistymi. Dlaczego?
Po pierwsze – dlatego, że nie wiemy, czego chcemy. A jak mówi mądre powiedzenie – jeśli nie wiesz dokąd idziesz, na pewno tam nie dojdziesz. Dla naszych finansów taki stan zawieszenia i niepewności nie jest niestety najkorzystniejszy. Częściej ponosimy wydatki, których nie potrzebujemy. Działamy chaotycznie i powierzchownie, bo wciąż mamy wrażenie, że to jeszcze nie to.
Po drugie – dlatego, że chcemy zbyt dużo. Wejście w ten stan nie jest specjalnie trudne. Do tego typu myślenia nakłania nas konsumpcyjna kultura oparta na rywalizacji, w której żyjemy. Mamy dostęp do praktycznie nieograniczonej ilości dóbr, a wokół nas trwa jakaś tam gonitwa do bogactwa, wygody, luksusu, itp. Łatwo w tej sytuacji dojść do wniosku, że nasze pieniądze są właściwie po to, żeby w tym wszystkim maksymalnie uczestniczyć.
Po trzecie – dlaczego, że nasze pragnienia tak naprawdę nie są nasze. Przejmujemy je od ludzi, na których się wzorujemy. Przejmujemy je z mediów (i to jeszcze jak!). Przejmujemy je z przekazów marketingowych, które otaczają nas w sposób totalny. Tym samym kształtujemy nasze finanse tak, żeby spełnić nie swoje, często bardzo kosztowne, pragnienia. Pracujemy więcej niż byśmy chcieli, żeby je sfinansować. Więcej ryzykujemy. Więcej się stresujemy.
Czy Twoje finanse osobiste odzwierciedlają to, czego naprawdę pragniesz?